Ohime sama

Ohime sama
Na końcu zaświatów ~ ♥ Miłego czytania...

wtorek, 2 września 2014

2 Września 2014r. 19:55

Rozdział XIII ~ Zjawa 

Kobieta, która pełniła rolę służącej w rodzinie Reynolds... przyniosła mi herbatę i kawałek ciasta, była hiszpanką... niezwykle piękną i młodą. Rozmawiałyśmy chwilę gdy usłyszałyśmy, że ktoś schodzi po schodach od części pracowniczej, była to Beatrise.. z niezwykłym wdziękiem jak dostojna księżniczka schodziła ostrożnie po schodach, służąca ukłoniła się i odsunęła ode mnie.
- Witaj z powrotem... - uśmiechnęłam się, odwzajemniła uśmiech i razem z nim swoim delikatnym głosem poprosiła służącą by przyniosła jej herbatę, zdążyłam spróbować już ciasta ..
- Witaj, smakuje Ci ? - zapytała i  usiadła u szczytu stołu, tuż koło mnie
- Oczywiście, jest przepyszne... uwielbiam jabłecznik, nie miałam wielu okazji by go zjeść. Ale czasem się zdarzało..
- Rozumiem, musiałaś wieść okropne życie
- Niezbyt, byłam jedynie.. trochę osamotniona. Stroniłam od kontaktów z innymi... - sama nie wiedziałam dlaczego jej to mówiłam, ale czułam że mogę z nią porozmawiać o wszystkim..
- Cieszę się, że dzielisz się ze mną kawałkiem swej bolesnej przeszłości. Lubię Cię Ario, i cenię sobie to że nie zwracasz uwagi na moje pochodzenie oraz styl... jak i to, że starasz się odpędzić od mojego brata zło
- Moja przeszłość.. może wyglądać na bolesną, ale taka nie jest.. właściwie cieszę się że moje życie się tak potoczyło, nie wyobrażam sobie siebie w normalnej rodzinie. Jestem wdzięczna za twoje słowa, i.. ja również Cię lubię, już kiedy pierwszy raz Cię zobaczyłam.. olśniła mnie twoja osobowość. Jednak muszę spytać... Jakie zło masz na myśli ?
- Mój brat, co dzień śni ten sam sen... o jakiejś kobiecie. Mówi, że nie ma pojęcia kim jest. Wyznał mi jednak, że znasz się na tego typu sprawach, i że pomagasz mu się od tego snu uwolnić - nie mógł powiedzieć jej prawdy, Beatrise wydawała się spokojną i tolerancyjną, ale kiedy chodziło o Jasona.. nie wyobrażała sobie jego nieobecności przy niej, czyli tego co niedługo miało nadejść... nieświadomie, po prostu ukazałam swój smutek.. - Co się stało ? powiedziałam coś nie tak... ?
- Nie, nie to nie tak.. bardzo go kochasz prawda ?
- Oczywiście, jest moim bratem. Nie potrafię wyobrazić sobie mojego życia bez niego.Jednak... - służąca przyniosła posiłek Beatrise i herbatę o którą prosiła - dziękuję , Rose ..
- Co byś zrobiła, gdyby jednak... Jason musiał odejść, z konieczności. Ale nie mógł by powiedzieć Ci dlaczego odchodzi.
- Nie pozwoliła bym mu, gdyby mi nie obiecał, że wróci. - powiedziała spokojnie, popijając herbatę
- Rozumiem... podziwiam Cię Beatrise... - po prostu musiałam to powiedzieć
- Dlaczego ? - zapytała kompletnie zdziwiona
- Jesteś taka silna i zdecydowana. Ja nie potrafię taka być, to znaczy.. potrafię, jednak kiedy już taka jestem to i staję się nieczuła, dlatego nie wiem czy powinnam taka być. Chciała bym.. móc być tak świadoma swojego życia i celu, jak Ty.. - zaśmiała się.. odstawiła herbatę i położyła swoją delikatną dłoń na mojej
- Wiesz.. każdy ma w sobie siłę by coś zmienić, wystarczy mieć wiarę i ... motywację dzięki której będziesz chciała to robić. Ja staram się być odpowiednią siostrą dla Jasona... ponieważ w przeszłości, zrobiłam mu coś bardzo złego... i do tej pory nie mogę sobie tego wybaczyć. To napędza mnie do tego bym mogła w końcu uwolnić go ode mnie ... I wcale nie jestem zdecydowana, ciągle się waham.. ale zawsze gdy mam wątpliwości, Jason mi pomaga... to równoważy nasze przeznaczenia. Rozumiesz co mam na myśli ? - zapytała patrząc na mnie, i lekko ściskając moją dłoń
- Więc... wszystko co robisz, robisz z myślą o nim ? - zapytałam nie wiedząc czy chcę znać odpowiedź
- Uznałam, że odpokutować ból który mu zadałam, mogę tylko poprzez uwolnienie go od opieki nade mną. Nasz ojciec w ostatnich dniach swojego życia, kazał Jasonowi przyrzec, że będzie się mną opiekował do czasu aż nie znajdę mężczyzny z którym spędzę życie. Jason kochał ojca, i niestety przyrzekł.. Staram się być idealną damą, dla pewnego hrabi z Anglii , z którym koresponduję... jeśli mnie zechce, będę mogła uwolnić Jasona i oddać mu życie, które stracił na mnie.
- Nie wiem co takiego się wydarzyło w przeszłości, ale ... Jason kocha Cię równie mocno jak Ty jego, i sądzę że zasmucił by się gdybyś wyjechała...
- Możliwe, ale niestety nasza rodzina ceni sobie życzenia naszych przodków. A moja pra babcia, życzyła sobie by córki z naszej rodziny, wychodziły wyłącznie za hrabi... a jeśli żadny z hrabi danej córki by nie chciał, to ta ma pozostać panną... Mężczyźni jednak mają wybór, mogą wybrać kogo zechcą...
- Rozumiem.. - wypiłam herbatę i kontynuowałam jeść ciasto, które przyniosła mi Rose
- Jednak... moja mama, poprosiła bym nie przystępowała do tego życzenia, prosiła bym wybrała tego z którym będę po prostu szczęśliwa. To z kolei było jej życzenie, więc teraz... jestem jak w potrzasku. Myślisz, że co powinnam zrobić ?
- Skoro te życzenia są sprzeczne, i skoro cenicie sobie życzenia członków swojej rodziny. To może zapytaj o zdanie Jasona lub Haru ? - powiedziałam podnosząc wzrok by zobaczyć jak zareaguje
- Nie pomyślałam o tym... dziękuję to bardzo by mi pomogło, mimo że ten hrabia Filip... jest bardzo miły, to jednak... jest bardzo mało rzeczy, które nas łączą...
- Nie chcę okazywać braku szacunku dla twojej rodziny, więc przepraszam. Ale ja na prawdę nie rozumiem takich działań... wychodzić za mąż z obowiązku. Ważna jest chyba miłość..
- To prawda, żyjemy w takim wieku, że powinniśmy mieć  więcej swobody. Jednak... niektóre rodziny nie znoszą zabrudzenia ich krwi... poprzez wpuszczenie do swojej rodziny kogoś nieszlachetnego pochodzenia. W tej chwili w Anglii jest tylko kilka rodzin, które kurczowo trzymają się wychodzenia wyłącznie za hrabiów i hrabiny, nasza niby się do nich zalicza... ale przecież to może się zmienić.
- Która godzina ? - zapytałam , przypomniało mi się przecież po co tu przyszłam
- Zaraz będzie 12:00... - powiedział Haru schodząc po schodach - Jason nadal śpi, nie budź go jeszcze
- Witaj. Rose już przygotowuje dla Ciebie i Jasona śniadanie. Ario... poproszę za chwilę Rose by poszła z Tobą obudzić Jasona, dobrze ?
- Jeśli mogę... obudzę go sama, muszę coś sprawdzić, mogę ? - zapytałam wstając od stołu, chciałam odnieść naczynia, ale Beatrise położyła rękę nad talerzykiem i pokręciła przecząco głową
- Zostaw, służba to odniesie. Jeśli potrzebujesz to możesz iść sama, ciemne brązowe drzwi to pokój Jasona...
- Dziękuję, za herbatę i ciasto - odwróciłam się i poszłam... ostrożnie otworzyłam drzwi i weszłam do pokoju Sky'ia. Leżał na swoim łóżku, na wpół przykryty kocem. Był spocony, dotknęłam jego czoła... Cry mówiła mi że jako anioł powinnam mieć zdolność zaglądania w ludzkie wspomnienia, a jako że Sky jako Jason był jeszcze człowiekiem.. mogłam to zrobić. Zajrzałam w jego umysł i ujrzałam tę samą ciemną postać z lustra, tyle że w jego śnie ta postać wstępowała w czyjeś ciało. I mordowała ludzi... pod jego stopami leżała martwa Beatrise, Haru, a nawet Shein i Cry... odsunęłam się gwałtownie, ogarną mnie szok... podobny do tego z poprzedniej nocy. Uklękłam na ziemi i zamknęłam oczy, musiałam się uspokoić. Oddychałam bardzo szybko, nie wiedziałam co to miało znaczyć... Czemu widziałam tego kogoś w lustrze i czemu ta sama postać śniła się Sky'iowi... w tym samym czasie. W końcu gdy opanowałam się na tyle by móc normalnie mówić... szturchnęłam go w ramię przy tym wymawiając jego prawdziwe imię. Nie podskoczył ani nic... po prostu powoli otworzył oczy i podniósł się. Spojrzał na mnie... i patrzył jakby pierwszy raz mnie widział...
- Sky ? - zapytałam. Byłam nadal lekko roztrzęsiona, ale nie chciałam by to zauważył
- Ou... cześć, wybacz.. jeszcze śpię - powiedział znów opadając na łóżko, wyglądało na to, że albo nie pamiętał snu... albo nie przeją się nim
- Wszystko dobrze ?
- Tak, tak... um, która już godzina ?
- Już 12:10... śniadanie czeka na dole, ja zaczekam tutaj...
- Nie, nigdy nie jem śniadania od razu po obudzeniu - pow. wychodząc z łóżka, spał w normalnych spodenkach, kiedy już stał na nogach spojrzał na mnie.. i uśmiechną się - Dziś znów spróbujemy ?
- Tak... zaczniemy powoli, tym razem..
- Okej, daj mi tylko chwilę... wezmę prysznic - mimo woli , wyobraziłam go sobie pod prysznicem
- Ee.. em... jasne, okej okej... - byłam tak zawstydzona własnymi myślami, że nie potrafiłam się ogarnąć. Zabrał jakieś ubrania z szafy i poszedł do swojej własnej łazienki, do której drzwi miał w swoim pokoju. A nie jak reszta na korytarzu. Usłyszałam tylko dźwięk lejącej się wody... oparłam głowę na łóżku, i zaczęłam rozmyślać co zrobimy jak wyjdzie. Nagle w pokoju zrobiło się jakoś ciemno.... odwróciłam powoli głowę, a  w rogu pokoju, znów była ta zjawa... "nie wierzę..." szepnęłam.. ta ciemna postać zaczęła kroczyć powoli w moim kierunku, wyciągała swoją rękę do mnie jakby chciała żebym podała jej swoją... zaczęłam się odsuwać, pomyślałam że jeśli krzyknę Sky wybiegnie z łazienki... nie chciałam mu przypominać o tym śnie. I tak byłam zbyt przerażona by coś zrobić, ta postać wyglądała jak posłaniec śmierci... miała siwą i popękaną skórę pełno było na niej ran i zaschniętej krwi , kaptur zasłaniał twarz ale widać było ciemne włosy postrzępione, splątane, zniszczone... paznokcie u dłoni wyglądały jak krogulce jastrzębia, za peleryną która się ciągnęła za nią była czarna mgła... to wszystko komponowało się jak sceneria z horroru, jedno tylko było inne... może tak na prawdę nie wyglądało to strasznie... może w ogóle tak na prawdę, sama z siebie się nie bałam. To co mnie ogarniało, pochodziło od niej samej.. czułam ból w sercu i ogromny strach... to tak jakby to ta zjawa się bała i to jakby ją coś bolało... pomyślałam, że... może podam jej tę dłoń i zobaczę czego tak na prawdę chce... kiedy dzieliła nas już mała odległość, kilka centymetrów. Ktoś się pojawił w pokoju i  czymś uderzył w zjawę... rozpłynęła się, został po niej popiół. Spojrzałam w górę by zobaczyć twarz osoby która mnie ocaliła... na początku myślałam, że to Sky, ale gdy popiół zniknął ujrzałam za nim Sheina...
- Nic Ci nie jest ? - zapytał szybko do mnie podchodząc, szeptał
- N-nic.. - to straszne uczucie zniknęło
- Dobrze, chciałbym zabrać Cię stąd byś mogła ochłonąć, ale wydało by się to Sky'iowi dziwne.. i w najgorszym razie musiała byś mu powiedzieć co się tu wydarzyło. Jednak muszę prosić Cię teraz, byś się uspokoiła i zachowywała jak gdyby nigdy nic się nie stało i została tu oraz zrobiła to po co przyszłaś, możesz to zrobić ? - zapytał trzymając mnie za ramiona
- Tak. Mogę. Ale dlaczego nie może wiedzieć ?
- Wszystko Ci powiem jak wrócisz, ona mu się śniła prawda ?
- Tak, widziałam jego sen... był
- Wiem, wiem.. odczytując jego sen, zabrałaś te wspomnienia od niego. On o nich nie pamięta teraz... i bardzo dobrze. Zrozumiesz jak coś ci potem powiem...
- Dobrze, dziękuję...
- To ją widziałaś w łazience tak ?
- Tak... miała moją bransoletkę. Czy to możliwe, że to ja ?
- Nie, absolutnie nie. Wszystko Ci powiem jak wrócisz, dobrze ? pod żadnym pozorem nie dotykaj jej, jeśli będzie chciała się zbliżyć, uciekaj... gdziekolwiek, ale uciekaj. Okej ?
- Dobrze. Shein ?
- Tak ?
- Uważaj.. - sama nie wiem czemu to powiedziałam, ale czułam że powinnam
- Słucham ?
- Sama nie wiem.. tylko uważaj - uśmiechnęłam się i wstałam z podłogi, objęłam go, po czym wyszedł oknem, "T-to było straszne", dotyk Sheina.. sprawił, że to odeszło... strach i w ogóle, byłam w stanie trzeźwo myśleć i się uspokoić... Minęło jeszcze kilka minut za nim Sky wyszedł... gdy już był gotów, usiedliśmy pośrodku jego pokoju na przeciwko siebie, spletliśmy jego lewą dłoń z moją prawą za pomocą wisiorka. "Gotów?"zapytałam.. skiną głową, wytłumaczyłam mu co ma zrobić, musiałam tylko uważać by przypadkiem nie udostępnić mu moich wspomnień, musiałam zrobić jeszcze więcej... niż wcześniej. Zamknęłam oczy... i skupiłam całą swoją moc na wisiorku , oraz na blokowaniu moich wspomnień...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz