Ohime sama

Ohime sama
Na końcu zaświatów ~ ♥ Miłego czytania...

sobota, 30 sierpnia 2014

27 Sierpnia 2014 r.  23:02


Rozdział XII ~ Yume 

Moi drodzy. Chciałam przeprosić za tak długą nieobecność, ale nie miałam kompletnego pomysłu na kolejne rozdziały. Jednak... w końcu odrobina weny wróciła i sądzę że teraz będę mogła dokończyć to opowiadanie. Już pojutrze zaczyna się szkoła. Ale sądzę, że pierwszy tydzień będzie luźny więc chyba zdążę, skończyć dla was to opowiadanie już wkrótce. Jeśli obiecacie mi.. że pod ostatnim rozdziałem znajdą się recenzje tego opowiadania, obiecuję zacząć pisać dla was coś nowego. A mam mnóstwo pomysłów. Także liczę na was, że w końcu dodacie jakiś komentarz. ! ! O ostatnim rozdziale poinformuję was w ten sposób, że po prostu przez tytułem rozdziału napiszę "OSTATNI ROZDZIAŁ !!" i tyle :D Mam nadzieję, że dodacie jakieś recenzje.. bo inaczej będę smutna ; _ ;  Miłego czytania...



"Nasze serca były razem. I już na zawsze tak pozostaną. Związek jaki nas łączy jest wyjątkowy. Jego serce jest zamknięte i niedostępne, odrzuca wszelkie inności jakich nie miał teraz. Jednak ja nie poddam się i oddam mu jego prawdziwe ja, pomogę mu je odkryć"
Siedziałam na łóżku czytają tę krótką notatkę jaka znajdowała się w pamiętniku, wcześniej opisywana była w nim moja przeszłość, to co chciałam wiedzieć a teraz nagle zaczął jakby pisać non stop. Każda kartka wstecz aż do tej którą czytałam ostatnio, była zapisana dokładnie tak jak przeżyłam tamte dni.... moje uczucia i myśli w nim były... wszystko. Zaciekawiło mnie jego działanie. Postanowiłam przejrzeć kilka kartek do przodu... pomyślałam że w mojej przyszłości może być coś istotnego co powinnam wiedzieć już teraz. I faktycznie, przedostatnie kartki pamiętnika były zapisane "świetne uczucie mi towarzyszy, piękna pieśń dochodzi do mych uszu, kołyszę się lekko na krawędzi najwyższego budynku, słysząc melodię skomponowaną przez ich krzyk... niebiański ogień płonie ponad miastem, wszystko wygląda jak wielka świeczka. Tuż nad miastem światło niebios.. a z niego zstępujące anioły z swymi orężami ze srebra schodzące na ratunek światu. A moi towarzysze...  moje siostry i moi bracia, z swą nienawiścią ruszają na nich.. krew lejąca się potokami, na głowy bezużytecznych prostych ludzi, uciekających w popłochu z przerażeniem, krzyczący 'apokalipsa' a tak na prawdę, to po prostu kara... za nas, za to co nam zrobiono, bo przecież nasze grzechy... są przez nich, przez głupi rodzaj ludzki.  Cudowne uczucie towarzyszące mej duszy, gdzieś w niej tliło się maleńkie poczucie winy, względem tych których kocham. Odzyskałam (fragment zdania był zamazany, tak jak przedtem.) a teraz walczę przeciw tym dla których starałam się wcześniej czy to nie ironia ? " dalej już nie było nic napisane. Było już późno,odłożyłam pamiętnik i udałam się do łazienki. Wykąpałam się po czym stanęłam przed lustrem, woda ściekała mi po twarzy, widziałam we własnych oczach coś czego wcześniej nie było.. ciemność wychodzącą prosto z mojego serca, moje oczy były ciemne a pod nimi malowała się sina barwa, jakbym nie spała kilkanaście dni z rzędu, wyglądałam jak głodny wilk widzący tuż przed sobą smakowitą zdobycz, której nie mogłam sięgnąć, zamknęłam oczy po czym odkręciłam zimną wodę i przemyłam sobie nią twarz, mimo że dopiero co brałam kąpiel. Spojrzałam na siebie ponownie, było już dobrze... cały czas patrzyłam sobie w oczy rozmyślając nad tym co było w pamiętniku... to chyba nie było o mnie, jak mogła bym walczyć z tymi dla których się staram ? Nagle zauważyłam coś w rogu łazienki, ciemną postać w kapturze owianą ciemną mgłą, ten ktoś podniósł rękę w swoim kierunku, z nadgarstka zsunęła się tej osobie bransoletka... wyglądała dokładnie jak moja, czarny rzemyk z czerwonym kryształkiem po środku,  a po obu jego stronach srebrne koraliki wysadzane sztucznymi diamencikami. Odwróciłam się zaskoczona, spod kaptura ujrzałam tylko uśmiech, po chwili ta osoba zniknęła... wyszłam z łazienki roztrzęsiona. "O co chodzi.. co to było" przeraziłam się... najpierw te oczy, następnie ten ktoś. Shein spojrzał na mnie z nad książki, Cry zauważając jego poruszenie podążyła za jego wzrokiem, wprost na mnie... Cry zerwała się z łóżka i podeszła do mnie szybko. Podniosła moją głowę za brodę i dokładnie przyjrzała się całej mojej twarzy, następnie oczom... nie mogłam się ruszyć, byłam przerażona. Gdy puściła moją twarz, sama nie wiem czemu cały czas powstrzymywałam łzy.. niby nic strasznego, ktoś w łazience , dziwne zwidy w lustrze. Ale w sercu czułam takie przerażenie jakbym zobaczyła samego szatana. Rzuciłam się na Cry, z zaskoczenia nie wiedziała co ma zrobić, ja oczywiście jak małe dziecko zaczęłam płakać. Shein do nas podszedł, czułam jak ktoś głaskał mnie po głowie, nie miałam pojęcia czy to Cry czy Shein... ale czułam się jakbym była wtulona w mamę, tak zawsze było w filmach... mała dziewczynka wystraszyła się czegoś i pierwsze do kogo biegła to była mama, wtulała się w nią mocno przerażona, a ona odwzajemniała bez pytania jej uścisk i dla uspokojenia małej córeczki głaskała ją po głowie. Niby krótko znałam Sheina i Cry, ale... czułam jakby byli przy mnie zawsze. Sama nie wiem jak to się stało, ale zasnęłam. Być może nie pamiętałam co działo się po tym, albo zasnęłam w trakcie. W sumie nie ważne... ale obudziłam się w łóżku Cry, była do mnie przytulona, nie zdążyła się nawet przebrać w piżamę... Shein siedział przy łóżku, z zwieszoną głową. Spał. Starałam się przypomnieć co takiego wczoraj właściwie zaszło po moim wyjściu z łazienki, ostatnie co pamiętałam to to że wybuchłam histerycznym płaczem. Delikatnie uwolniłam się z czułego uścisku Cry, i wyszłam na taras. Był już ranek, wróciłam na chwile do środka by przykryć zarówno Cry jak i Sheina. Po czym wróciłam na taras, ptaki śpiewały, a pogoda była świetna. Chłodniejsza niż poprzedniego dnia, ale delikatne promienie słońca i letni wietrzyk komponowały się idealnie, przyjemna atmosfera... spojrzałam na ogród na przeciwko naszego tarasu.  Beatrise ganiała się z swoim psem po ogrodzie, ostatniego wieczoru kiedy się poznałyśmy... w końcu dowiedziałam się czym była ta futrzasta kulka. Oparłam się o swoje ręce i przyglądałam jej zabawie... znów myślałam o tej zjawie z wczoraj i swoich oczach... przypomniał mi się również zapis z pamiętnika, o osobie cieszącej się z szerzącej śmierci. Dziś miałam spotkać się z Sky'iem... pracować nadal nad jego wspomnieniami, nad jego prawdziwym ja, choć tak na prawdę nie chciałam nigdzie dziś iść. Nie miałam wyboru, bo obiecałam przecież. Ubrałam coś na siebie i miałam iść do łazienki, ale.. wspomnienie z wczoraj, zmroziło mi krew w żyłach. Postanowiłam zabrać szczoteczkę do zębów i szczotkę do włosów do Sky'ia... i skorzystać z jego łazienki, tak zrobiłam. Sheinowi i Cry zostawiłam kartkę "Jestem u Jasona. wrócę po południu. Dziękuję za wczoraj" i wyszłam. Stanęłam po bramą i zadzwoniłam w dzwonek "halo?" odezwał się głos... "To ja, Aria... " Beatrise wróciła do domu, głos należał do niej... "Oooh, to ty... wejdź prosze" brama się otworzyła, i weszłam do środka, w drzwiach werandy stała już Beatrise, uwielbiała czarne falbankowe sukienki, i dziś była w takiej.
- Witaj Beatrise. Przepraszam... ale czy mogę skorzystać z waszej łazienki za nim zobaczę się z twoim bratem ? - to musiało brzmieć idiotycznie, ale co mogłam zrobić...
- Oczywiście, coś się stało ? blado wyglądasz... - Beatrise była drobna i niska.. wyglądała jak dziewczynka z gimnazjum, ale tak na prawdę była już dorosłą kobietą, starszą ode mnie o dwa lata, jej blond loczki odejmowały jej lat, plus jej stroje... wyglądała jak mała księżniczka. Ale to wszystko bardzo do niej pasowało, dziwnie by wyglądała w normalnych ubraniach.
- Nie, nic się nie stało, w naszej łazience jest jakaś awaria i tak jakoś..
- Rozumiem, jestem trochę zajęta więc nie mogę wskazać ci osobiście drogi, idź schodami na górę i białym korytarzem prosto przedostatnie drzwi po lewej to moja łazienka, masz tam wszystko czego ci potrzeba... proszę mi wybaczyć - minęła mnie i udała się schodami na górę. Ich dom zbudowany był tak, że wchodząc od razu przez drzwi znajdowało się w ogromnym salonie.. w ogóle większość domu wyglądała jak pałac, wikwintne dywany i pięknie ozdobione ściany, na których wisiały obrazy pięknych krajobrazów, zwierząt czy innych pięknych rzeczy. Salon był ogromny dlatego że po obu jego stronach znajdowały się balkony, które były wsparte ogromnymi kolumnami, zarówno z lewej jak i z prawej części salonu znajdowały się schody którymi można było się dostać do skrzydeł budynku. Lewa część budynku to była część "pracownicza" jak to nazwała to Beatrise... znajdowały się tam gabinety jej rodziców i sale muzyczne, taneczne i tak dalej.. zaś prawe skrzydło budynku... było poświęcone na sypialnie i łazienki. Właśnie tam miałam iść, udałam się szybko tam gdzie wytłumaczyła mi Beatrise. Jej łazienka była ogromna, ściany były złoto białe, tam gdzie normalnie stała by malutka umywalka stało wielkie lustro, które było zastawione różnymi malowidłami, pędzelkami i perfumami, "rozumiem...."  Beatrise lubowała się w malowaniu, miała dziwny styl ubierania, ale makijaż zawsze miała piękny, jak to powiedziała "maluję się zależnie od mojego humoru... " to tak jakby malowała na swojej twarzy obraz. Tak to widziałam. Sama niewiele się malowałam... nie lubiłam tego, z ubraniami też nie miałam problemu.... brałam co wpadło w rękę i tyle, może przesadzam, ale zawsze szybko się ubierałam nigdy nie miałam tego problemu "oooo w co ja się ubiorę, nic nie ma..." mimo że szafa pękała w szwach. Uczesałam włosy, umyłam zęby i twarz.. po czym odświeżona, oparłam się rękoma o stoliczek przed lustrem, i spojrzałam na siebie... wyglądałam normalnie, rozejrzałam się w lustrze czy tak jak wczoraj coś za mną nie stoi, ale wtedy była noc, a teraz dzienne światło aż oślepiało. Westchnęłam i zamknęłam oczy chcąc przemyśleć co mam powiedzieć dziś Sky'iowi... czy tam Jasonowi... sama już nie wiedziałam jak mam go nazywać. Wtedy do łazienki wparował półnagi Haru.... był w samych gaciach, nieświadomie odwróciłam w jego stronę głowę, spojrzałam na niego i obejrzałam go od góóóryy do dołu. Rozciągną się w drzwiach i zaspany już miał się rozbierać kiedy odchrząknęłam... spojrzał na mnie a kiedy w końcu dotarło do niego że tu jestem... wrzasną zdziwiony..
- COOO TY TU ROBISZ !?!?!
- Nie krzycz tak, włamałam się wiesz ??
- No nie żartuj sobie ! jak tak bardzo chciałaś zobaczyć mnie nago to trzeba było normalnie a nie jak zbok jakiś stać w czyjejś łazience... !
- Przyszłam zobaczyć Sky'ia nie Ciebie ! ! idioto !
- Sky'ia  ?!
- Em... to znaczy Jasona !
- Ale to mimo wszystko pogwałcenie mojej prywatności ! Co jakbym już był pod prysznicem ?
- Nie jesteś. A po za tym, to łazienka Beatrise... i pozwoliła mi z niej skorzystać
- Ta mała... - ściskał coś w powietrzu jakby udawał że to ona
- W każdym razie... gdzie Jason ?
- Śpi jeszcze. Całą noc śniły mu się jakieś koszmary , zasną dopiero nad ranem... Idź już sobie ! chciałbym wziąć prysznic..
- Przydało by się byś zaczął nosić normalne spodenki do spania, a nie.. um, śpisz tak sobie, prawie nago
- Gdzie ty się gapisz ! To moja sprawa w czym śpię... śniąca panno
- Śpiąca co?
- To. Idź sobie !
- Idę idę. Miłej kąpieli .. - zaśmiałam się złośliwie.. co on sobie myśli? ja miałam przyjść zobaczyć go nago? i jeszcze prosić. Haha... dobre żarty. Zabrałam swoje rzeczy i wyszłam. Po zamknięciu drzwi usłyszałam tylko jak mamrocze coś do siebie. Skoro Sky spał ... musiałam trochę zaczekać, poszłam do salonu i usiadłam przy stole. Puffy, bo tak nazywał się pies Beatrise, zaczepiał mnie do zabawy... w końcu pomyślałam, czemu nie... i wyszłam z nim na dwór, zaczęłam się z nim bawić. Gdy nagle wróciły wspomnienia z Chuckym... psie którego przygarnęliśmy w sierocińcu.. był z nami przez jakiś czas... a potem zachorował i niestety... odszedł. Zatrzymałam się i uśmiechnęłam do Puffy'ego...  pogłaskałam go po mordce. Była jeszcze 10:00... postanowiłam pozwolić Sky'iowi pospać jeszcze trochę..






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz