12 lipca 2014 r. 22:01
Rozdział XI ~ Od początku...
Udało mi się zwrócić kilka wspomnień Sky'iowi. Gdy było po wszystkim, siedział bez słowa na ziemi, a ja odwróciłam się i chcąc odejść powiedziałam mu :
- To wszystko co mogę dla Ciebie teraz zrobić. Lepiej będzie jak zatrzymasz wisiorek, ale uważaj na niego. Przepraszam, że zrujnowałam Ci teraźniejsze życie, ale chyba lepiej znać prawdę niż żyć w kłamstwie. - nie odezwał się, ale to chyba nawet lepiej
Postanowiłam wrócić do hotelu na piechotę, nie miałam zamiaru znosić niezręczności jaka panowała by w samochodzie, wybraliśmy się na randkę... a ja zmieniłam ją w koszmar. Ale było tak jak powiedziałam, lepsza jest prawda niż kłamstwo. Gdy byłam w połowie drogi zaczęło lać, nie zdziwiło mnie to.. zasłużyłam sobie. Byłam przygnębiona, nie mogłam się pogodzić z tym, że wreszcie był chłopak z którym się dogadywałam. A na potrzeby tego wszystkiego to zniszczyłam. Weszłam do pokoju i rozejrzałam się po nim, było ciemno... nikogo nie było, zapaliłam światło. Usiadłam na łóżku i zaczęłam się zastanawiać czy aby nie za szybko mu powiedziałam. Było mi po prostu smutno i przykro...
Mijały dni, a Sky się nie odzywał. Przestałam wychodzić na taras, nie czułam potrzeby widywania się ze światem. Nie rozmawiałam nawet z Sheinem a tym bardziej z Cry, Shein pytał kilka razy czy chcę pogadać , ale po co się dzielić czymś takim, oczywiście wytłumaczyłam jak to było i co się wydarzyło. Ich reakcja była oczywista, ale ze względu na moje samopoczucie, nie przejęłam się tym wcale. Wkurzało mnie to oczekiwanie, "właściwie po co nam Sky"... zaczęłam szukać wymówek na to, że nie udało mi się go sprowadzić z powrotem jak i na to, że po prostu chciała bym to wszystko przyspieszyć, a nie mogłam. Co prawda nie rozumiałam braku pośpiechu ze strony Sheina i Cry... wiedźmy za pewne robiły co chciały, a my sobie odpoczywaliśmy w hotelu. Zapytałam o to Sheina, był zdumiony, że się do niego odezwałam, ale oznajmił mi, że nie ma co się spieszyć.. mogli byśmy tylko wszystko pogorszyć, a wiedźmy nie zrobią nic gorszego niż przez ostatnie 18 lat, powiedział też, że mogli byśmy się bardziej martwić gdyby Eterish się otworzyło, ale od niemal kilku lat nie było takiego przypadku. Odpowiedź nie zadowoliła mnie za bardzo, oczekiwałam że powie mi abym się pospieszyła, bo inaczej świat aniołów i świat ludzi zostaną zniszczone i wszystko zależy od tego jak szybko zareagujemy. Jednak świat nie był jak film czy bajka... mimo pewnego zagrożenia, my nie robiliśmy nic.
Nastał niesamowicie gorący dzień, słońce smażyło od siódmej rano. Nie można było wyrobić, Shein i Cry od rana relaksowali się w wielkim basenie, który kupili dwa dni wcześniej, a ja siedziałam pod parasolem i próbowałam różnych zaklęć, które zapamiętałam. Usłyszałam w pewnym momencie śmiechy... wyjrzałam na ogród siostry "Jasona" i ujrzałam ją biegającą za jakimś maleńkim zwierzątkiem, był tak puchaty, że po prostu nie mogłam dojść czy to kotek czy pies. Ja wolałam koty , były bardziej przyjacielskie, oddane i bardziej uczuciowe od psów. Gdy spojrzałam na schody od werandy ujrzałam na nich Sky'ia... przyglądał się czemuś, po przyjrzeniu się bardziej zauważyłam, że był to wisiorek który mu dałam i który wprawdzie mu się należał, ale jednak był ode mnie... . Nagle zza zasłony, wejścia na werandę wyszła wysoka brunetka i usiadła koło niego, objęła go najpierw ramieniem a potem zbliżyła się do niego, patrząc tak zwanym namiętnym wzrokiem, on też na nią patrzył... przez głowę przebiegła mi myśl z tamtego ranka kiedy byliśmy ze sobą tak samo blisko, a nawet bliżej... zasmuciło mnie to, ale co mogłam zrobić. Nie mogłam kazać mu po prostu uwierzyć w to wszystko od tak. Spojrzał na mnie, nie miałam zamiaru uciec, ale wyprostowałam się i patrzyłam na niego, po czym przeniosłam swój wzrok na jego bawiącą się z zwierzątkiem siostrę. Kątem oka dostrzegłam, że on nadal patrzy... postanowiłam, że ja nie odezwę się do niego pierwsza, powiedziałam sobie też, że jeśli to on przyjdzie pierwszy i poprosi o pomoc z tym wszystkim to mu pomogę. W tym wszystkim była jedna dobra rzecz, wróciłam do dawnej siebie... od tamtego czasu gdy pierwszy raz przyśnił mi się ten sen, dostałam ten pamiętnik i wisiorek stałam się mazgajowata i strasznie uczuciowa. Zaczęłam normalnie rozmawiać z ludźmi i być ufna... nawet, przez chwilę miałam nadzieję, że Sky czy może raczej Jason, mnie wtedy pocałuje... ale tak się nie stało, i dobrze. Po dłużej chwili obserwowania i dochodzenia czym w końcu jest to zwierzątko, odwróciłam się, ale za nim to zrobiłam spojrzałam na Sky'ia... w ostatniej chwili nasze oczy się spotkały, lecz ja ... wróciłam do środka. Postanowiłam udać się na spacer... przejść się, przemyśleć po raz kolejny to wszystko. Pomyśleć dlaczego mnie musiało spotkać coś takiego, anioły, archanioły jakieś poświęcenia i zaklęcie... po co to wszystko ? Było okropnie gorąco i starałam się nie patrzeć przed siebie, bo słońce strasznie raziło w oczy ... wcześniej miałam wrażenie, że ktoś za mną idzie, ale nie zwróciłam na to większej uwagi, w pewnym momencie zderzyłam się z kimś, upadłam i kapelusz spadł mi z głowy.
- Oh, przepraszam zagapiłem się - spojrzałam na siebie, był to uroczy blondyn... wyglądał jak Sky tylko, był krótko ścięty i miał na imię.... - jestem Haru... przepraszam jeszcze raz ogromnie za moją nieuwagę
- N-nic się nie stało... - pomógł mi wstać, zauważyłam za nim dwie wielkie walizki
- Proszę, pozwól się zaprosić na zimną herbatę, albo lodową granitę ?
- Nie dziękuję, przepraszam ale jestem nieco zajęta.
- Proszę wybaczyć, dziś właśnie wróciłem z Anglii i no..
- Czyżbyś miał na nazwisko Reynolds, i był spokrewniony z Jasonem i jego siostrą ?
- Znasz ich ? , to moi kuzyni.. - powiedział zdziwiony
- Miałam do czynienia z twoim kuzynem, Jasonem...
- Rozumiem, jesteś jego.. przyjaciółką?
- Raczej daleką znajomą, wybacz ale muszę już iść. Pozdrów Jasona ode mnie..., przepraszam za to - podniosłam kapelusz z ziemi i ominąwszy go poszłam dalej, odprowadził mnie kawałek wzrokiem, a potem zwyczajnie dalej targał swoje walizki do rezydencji Reynoldsów. Idąc usłyszałam tylko "Witaj w domu Haru ! ! " głos należał do siostry Jasona, przestałam już postrzegać go jako Sky'ia... wręcz traciłam nadzieję, że uda mi się go odzyskać. Usłyszałam coś jakby ktoś biegł za mną pomyślałam sobie "pewnie jakiś biegacz turysta", gdy się obróciłam okazał się być to "Jason"
- Porozmawiasz ze mną proszę...
- Słucham ...
- Ja.. przepraszam, byłem oszołomiony, bo-
- Nie musisz mi się tłumaczyć... postąpiłam nieco za szybko, więc nie dziwię się twojej reakcji
- Czemu się nie odzywałaś ?
- Postanowiłam, że poczekam aż ochłoniesz, pomyślałam, że przyjedziesz jak będziesz gotów na to wszystko...
- Rozumiem. Chciałem więc Cię o coś poprosić...
- O co takiego ? - zapytałam o to dla pewności, mimo że na 90% wiedziałam o co chodzi
- Chcę dalej próbować... chcę odzyskać kontrolę nad moim życiem
- Zgoda. Trochę Ci to zajęło, zaakceptować to wszystko...
- A Tobie ile ?
- Niemalże od razu, zaczęłam szukać odpowiedzi...
- Poważnie ?
- Tak, od naszego ostatniego spotkania, wróciłam do dawnego ja... byłam to znaczy teraz znów jestem, opanowana i gotowa na każdą ewentualność.
- Skoro tak, zacznijmy od nowa. Jestem Sky i szukam siebie ? - zaśmiałam się, to brzmiało tak banalnie
- Jestem Aria, i zamierzam Ci pomóc jak tylko mogę. - Uśmiechnęliśmy się do siebie.
Sky zaprosił mnie do siebie do domu na herbatę, bym mogła poznać jego siostrę i kuzyna na którego już wpadłam. Nasza praca zapowiadała się owocnie, oboje mieliśmy powód by wierzyć w absolutnie wszystko co usłyszymy na temat... siebie. Gdy wróciłam wieczorem do hotelu, przysiadłam na łóżku i... pierwszy raz od dłuższego czasu ponownie otworzyłam pamiętnik...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz