Ohime sama

Ohime sama
Na końcu zaświatów ~ ♥ Miłego czytania...

piątek, 11 lipca 2014

11 lipca 2014 r.  16:30

Rozdział X ~ Wyznanie 

-Szukałam Cię bracie, gdzieś Ty był  ?
- Wyszedłem na dwór, chciałem się przewietrzyć... nie mogłem spać
- Ostatnio źle wyglądasz, i często mówisz przez sen... kim jest ta Evelyn o której tak często śnisz ?
- Sam nie wiem, śni mi się ten sam sen już od tylu dni... a ja nie mam pojęcia co on oznacza.
/Siedzieliśmy przy stole , Beatrise nalewała herbaty z mięty. Usiadła na przeciwko mnie przeciwko mnie przedtem podając mi filiżankę z herbatą,  patrzyła z ciekawością na mnie...\
- Bracie.. wiem, że nie lubisz ze mną  rozmawiać, ale musisz. Jeśli coś Cię trapi powiedź mi.
- Pogniewasz się.
- Na pewno nie, a teraz słucham co Ci się śni...
- Musisz obiecać ...
- Obiecuję
- Dobrze. Zacznijmy od snu... śni mi się ciągle, że spadam skądś gdy patrzę w górę widzę kobietę i mężczyznę, którzy się obejmują... kobieta krzyczy " opiekuj się Arią"  mężczyzna milczy, patrzy tylko sędziwym wzrokiem, a gdy spoglądam na swoje ręce widzę dziecko w moich ramionach, maleńkie... a wokół nas jest pełno piór... a wczoraj gdy powiedziałem, że zobaczyłem anioła, miałem na myśli dziewczynę na tamtym tarasie, dziś... przyszła do ogrodu, rozmawialiśmy chwilę... przedstawiła się jako Aria. To chyba nie przypadek ?
- Spotkałeś się z dziewczyną w naszym ogrodzie  ? - była wyraźnie zła.
- Wiedziałem...
- Spokojnie, nie jestem zła.- zaprzeczyła, ale była - Pytam tylko. Co do snu.. to na prawdę dziwne, spadasz i trzymasz dziecko... może powinieneś iść do psychologa ?
- Do psychologa po co ?
- Ile to już trwa ?
- Od kilku dni...
- Czy nie od wypadku ? - miała rację, zaczęło się to w dniu wypadku, od wtedy miałem te dziwne sny...
- Masz rację, ale...
- W takim razie dziś jedziemy do Springs do Pani psycholog Reyes.
- Dziś nie mogę...
- Czemu niby ?
- Umówiłem się z Arią, chcę.. chcę wiedzieć czy ona ma coś wspólnego z moimi snami..
- Od razu wyskocz jej, że Ci się śni... to na pewno się dowiesz
- Powiedziałem jej to i nie wydawała się być zaskoczona... w dodatku, od razu... poczułem coś będąc przy niej... a to przecież od tak się nie dzieje nie ?
- Oczywiście, że nie... zawsze byłeś takim outsiderem, a teraz nagle podoba ci się dziewczyna ?
- Czuję, że mogę jej ufać i być przy niej sobą...
- Nawet mnie nie ufasz... a ufasz dziwnej dziewczynie z hotelu ?
- Nie umiem tego wytłumaczyć, w dodatku ... - "mogę ci zaufać ? " wspomniałem jej prośbę, bym zachował jej tajemnice dla siebie - Niee nic..
- Ukrywasz coś?
- Nie ważne, idę spać... chcę być wypoczęty
- Dobrze - śledziła mnie wzrokiem, poszedłem do pokoju i położyłem się na łóżku, miałem kilka godzin by się przespać.

Obudziłam się koło południa, Shein leżał jeszcze w łóżku, a Cry zamówiła śniadanie. Postanowiłam spróbować ją przeprosić, ale jakoś nie mogło mi przejść przez gardło słowo "przepraszam" skierowane do niej, zastanawiał mnie jej spokój, ze skupieniem nakładała sobie jedzenie i przyglądała się swojemu talerzowi, wstałam z łóżka, sięgnęłam po torbę z ubraniami i kosmetykami i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, wysuszyłam po czym uczesałam włosy, umyłam zęby... pomalowałam się lekko. Ubrałam białą koszulkę na ramiączkach z koronki i beżowe spodenki. Dziś był wielki dzień... musiałam opowiedzieć Sky'iowi o aniołach, choć sama zbyt wiele o nich nie wiedziałam, ale skoro mu kogoś przypominam... sądzę, że musiał mnie sobie przypominać. Gdy wyszłam z łazienki Shein stał już na nogach, właśnie ścielił łóżko, szykował się na spotkanie z odnalezionym poprzedniego dnia czarodziejem, musiał z nim omówić warunki ich umowy. Cry jak zwykle coś czytała, pierwszy raz widziałam jak ma okulary.
- Pamiętasz co masz zrobić, Cry ? - zapytał Shein
- Pamiętam. Na razie słabo się czuję...
- Po co ci okulary ? - zapytałam , spojrzała na mnie.. musiała mi się chwilę przyjrzeć za nim zrozumiała
- Cóż...
- Pogorszył jej się wzrok, zeszła prosto z nieba na ziemię... i jedyne co pozwala jej u przetrwać to przywiązanie twoją krwią, musisz podać jej świeżą...
- Rozumiem... daj fiolkę
- Teraz fiolka nie wystarczy, ten świat wprowadził już zmiany w jej organizmie. Musisz podać jej doustnie...
- Mam pić jej krew jak te przeklęte nietoperze ? - powiedziała oburzona
- Jeśli chcesz żyć, to tak...
- Jeśli ona się zgodzi  - mówiąc to patrzyła na Sheina, ja poszłam do kuchni i rozcięłam sobie nadgarstek i wlałam tyle krwi ile tylko mogłam, jakoś niespecjalnie trudno mi to przyszło. Robiłam to już kiedyś. Podałam jej szklankę, do ręki przyłożyłam ręcznik, z obrzydzeniem spojrzała na szklankę... zatkała nos, zamknęła oczy i szybkim ruchem wypiła to. Rzuciła szklankę na łóżko i zatkała usta, by nie wypluć tego co miała w buzi. Shein podszedł do mnie i zaproponował, że opatrzy mi ranę. Gdy skończył podszedł do Cry, położył jej rękę na plecach ...
- Wszystko dobrze ? - zakaszlała, chwyciła butelkę wody ze stoliczka i wypiła trochę
- Ohydne.. obrzydliwe..
- Czego się spodziewałaś ? soku malinowego ?
- Nie żartuj, nie wiedziałam że smakuje to tak obrzydliwie...
Kiedy byłam pewna już, że Cry nic gorszego od mdłości nie grozi, zabrałam swoją torbę i wyszłam z domu. Postanowiłam się przejść za nim wyszłam z Sky'iem. Chciałam przemyśleć co powinnam mu powiedzieć... od czego zacząć... była trzynasta kiedy zadzwonił do mnie Shein i powiedział, że Sky właśnie wyszedł z domu i udał się do garażu po samochód, zawróciłam i pobiegłam pod hotel. Zdyszana usiadłam na ławce i czekałam cierpliwie. Po piętnastu minutach nadjechał Sky...
- Cześć - powiedział z lekkim uśmiechem, ja ledwo oddychając odpowiedziałam
- Hej. przepraszam... biegałam
- Widzę - uśmiechnął się szerzej, wysiadł z samochodu i otworzył z drugiej strony drzwi, gestem dłoni poprosił bym wsiadła. Gdy byłam już w samochodzie zamkną za mną drzwi. Po chwili ruszyliśmy...
- Gdzie jedziemy ?
- Pokażę Ci wspaniałe miejsce... często tam jeździłem jak byłem mały, z rodzicami i siostrą - zasmuciło mnie to , wydawało mu się, że żyje na tym świecie od zawsze, gdy tak na prawdę był jednym z posłańców najwyższego.
- Muszę ci coś powiedzieć. - postanowiłam zrobić to teraz, po co miałam czekać - możesz mi nie uwierzyć, ale lepiej byś... wiedział.
- Ja również chciałem Cię o coś spytać...
- Pozwól, że najpierw zadam ci parę pytań...
- Oczywiście
- Więc.. jak się nazywasz, skąd pochodzisz i jakie jest twoje nazwisko ?
- Em.. - był zmieszany, ale odpowiedział - Jason Reynolds, pochodzę zAnglii i mieszkam w stanach od czterech lat...
- Oczywiście. Czy miałeś jakieś dziwne sny, przebłyski jakieś wizje ?
- Tak. Śni mi sie pewien sen, wciąż i wciąż .... - zamknęłam oczy.. chciałam się rozpłakać, ale powstrzymałam się
- Jaki to sen ? - spojrzał na mnie dziwnie
- Cóż... - opowiedział mi od początku do końca... śniła mu się sytuacja kiedy musiał mnie zanieść na ziemię
- Rozumiem. Wczoraj powiedziałeś, że wydało Ci się , że jestem aniołem. Prawda ? - był coraz bardziej skołowany, widać było, że nie wie o co chodzi... ale po każdym pytaniu brał się w garść i odpowiadał...
- Tak, po prostu oszołomiło mnie twoje piękno.. i -
- To nie przypadek Jason, że się spotkaliśmy... i to nie przypadek, że kobieta ze snu prosi Cię byś zajął się dzieckiem o tym samym imieniu co ja.
- Jak to ?
- Mam na imię Aria, moją matką była Evelyn... wraz z jej mężem a moim ojcem Rey'em, poprosili Cie byś zaniósł mnie w bezpieczne miejsce na ziemi. Twój sen , to prawdo podobnie podróż z ogrodów anielskich, na ziemię. Ja jestem archaniołem, jak wcześniej moja matka - patrzył na mnie z niedowierzaniem - Ty z kolei jesteś aniołem i przyjacielem moich rodziców. Podejrzewam, że nie potrafiłeś dogadać się z ludźmi, prawda ? - chciał coś powiedzieć, ale nie potrafił. Pomyślałam, że spróbuję użyć zaklęcia, którym przekazała bym mu moje wspomnienia, ale to było by zbyt ryzykowne gdyby zobaczył zbyt wiele na raz ... siedziałam w milczeniu, od patrzył na swoje ręce... w końcu odezwał się
- Jak to aniołem ... ja aniołem ?
- Wiem, że trudno ci w to uwierzyć. Mnie też było trudno w to uwierzyć, aż sama nie.. nauczyłam się pokazywać skrzydeł. Gdy to zrobiłam... byłam pewna. Wybacz, że psuję ci dzień... i wszystko właściwie. Ale... bardzo Cię potrzebuję, jako... Sky'ia. Nie chcę też tracić Ciebie takiego, ale... nie mam wyboru.
- Pokazałaś skrzydła tak ? czy ja.. też mogę to zrobić ?
- Niby tak, ale .. musisz w nie wierzyć... a chyba trudno ci to teraz przyjdzie. Jednak jeśli Ci to pomoże, pokażę ci swoje - spojrzałam na niego. Patrzył na mnie spanikowanym wzrokiem, ale skiną głową. Wyszliśmy z samochodu i udaliśmy się gdzieś gdzie nikt nas nie zobaczy. Skupiłam się i wyobraziłam sobie moje skrzydła, piękne, białe... skrzydła. Kiedy ja tak stałam , moje skrzydła się wyłoniły a on patrzył na nie z totalnym szokiem. Opuściłam ręce i spojrzałam na niego. Klęczał na ziemi, patrząc na podłoże. Podeszłam do niego i dotknęłam jego ręki..
- Wiem jak trudno Ci w to uwierzyć. Kilkanaście dni temu, sama w to niezbyt wierzyłam, ale to wszystko prawda. Teraz...  oddam ci twoją własność, i lepiej byś odpowiednio się nią zaopiekował. - poszłam po torbę do samochodu wyjęłam z niej wisiorek i włożyłam go w jego rękę. - to czy uwierzysz w to wszystko... to wyłącznie twoja sprawa, ja jeśli będziesz chciał pomogę Ci.
- Chcę w to wierzyć, ale.. jakoś.
- Załóż go, spróbujemy czegoś...
- Czego ?
- Jeśli go założysz. Ja wymówię zaklęcie, i być może wspomnienia w nim zamknięte do Ciebie wrócą, co Ty na to ? - spojrzał niepewnie na wisiorek po czym założył go, zaklęcie było długie i wymagało niesamowitego skupienia.

 "Co czekało nas dalej ? czy uda mi się przywrócić wspomnienia Sky'ia..."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz